Trzy dni po meczu z Wisłą, doszło na Bułgarskiej do klasyku ligowego, czyli spotkania Lech - Legia. Mecz nie miał może wielkiego ciśnienia jeśli chodzi o pozycję w tabeli, ale jak to zawsze, ciśnienie było w sensie kibicowskim. Bilety na ten mecz mimo mocno podwyższonych cen rozeszły się błyskawicznie i na trybunach zasiadło tego dnia 26 000 kiboli Kolejorza. Tuż przed rozpoczęciem spotkania na trybunach ultrasi przygotowali oprawę z wielkim rozmachem, bo aż na 3 trybunach.
W sektorze dla gości zjawiło się 1300 fanów z Warszawy. Małym zgrzytem było to, że w jakiś sposób wykminili oprawę i zaprezentowali małą ripostę na ten temat.
Na 4 trybunie, pojawiła sie też malutka fana, obrazująca zamiłowania jakie mają kibice gości :)
Mecz w pierwszej połowie, przebiegał w żywym tempie i raczej pod dyktando Legii, ale nie potrafili oni sfinalizować swoich ataków, a to dwukrotnie udało się nam i po dwóch trafieniach Marcina Zająca, na przerwę Kolejorz udał sie z prowadzeniem 2-0, co wprawiło nas kiboli w jakże radosny nastrój!
Po przerwie Legia rzuciła sie do ataku, co poskutkowało w 60 minucie i znowu bramkę na naszym stadionie zdobył Piotr "Nędza" Włodarczyk. Lechici dalej postanowili jednak skupić sie na kontrach i kolejna taka akcja przyniosła efekt w 73 minucie, gdy bramkę zdobył Zbyszek Zakrzewski i jak się okazało ustalił wynik spotkania na 3-1!
Po tej bramce na naszej trybunie rozpętało się istne "piekło".
W radosnych nastrojach zakończyliśmy więc to spotkanie, i pojawił się jeszcze nawet cień szansy na grę w europejskich pucharach. Trzeba było wygrać dwa ostatnie spotkania i liczyć na szczęśliwy zbieg okoliczności w innych meczach.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz