Po remisie w Bełchatowie, przyszło zagrać ligowy mecz na Bułgarskiej z Górnikiem Łęczna.
Nie da się ukryć, że mecz ten nie wzbudzał wielkich emocji pod żadnym względem, także i tu w opisie będzie to relacja bardzo zdawkowa. Przy okazji chciałbym poinformować, że nadal zamierzam opisać wszystkie mecze w jakich brałem udział, ale takie właśnie jak ten i podobne rozgrywane na własnym stadionie, będą traktowane bardzo krótko. Po prostu stwierdzam, że czas skupić się głównie na stronie kibicowskiej, a nie nudnych opisach, co działo się na boisku. Może wtedy najdzie mnie większa ochota na pisanie, na co liczę ;)
Spotkanie z Górnikiem Łęczna na trybunach zgromadziło ok 11000 kiboli, czyli typowo średni wynik, ale za wiele więcej nikt sie chyba nie spodziewał. Gości z Łęcznej tego dnia nie uraczono.
Sam mecz nie dość, że zapowiadał się średnio, to był naprawdę mocno słaby. Spotkanie udało się wygrać 1-0, po golu naszego kapitana, PR9 :). Gol ten był jego 98 w Ekstraklasie, i już tylko dwa dzieliły go od świętowania jubileuszu 100 bramek.
Z punktu widzenia kibicowskiego mecz ten też był mocno nijaki, nie dość że rywal mierny, to jeszcze w klatce dla gości okrągłe 0. Nasz doping tego dnia był niemrawy. Zmieniło sie to jednak w granicach 80 minuty, gdy nad stadionem rozszalała się ulewa. Jako, że jeszcze wtedy, nie mieliśmy dachu nad głową, to deszcz padający prosto na nas, spowodował wyraźne nakręcenie sie dopingu. Nie pierwszy i nie ostatni to przypadek, gdy to właśnie deszcz powoduje znaczne podkręcenie decybeli w naszych szeregach.
Mecz wygrany więc 1-0, po słabej grze, a w perspektywie czekał nas za tydzień wyjazd na wrogi teren ŁKS-u Łódź. Mecz ten opiszę, mam nadzieję, szybciej niż znowu po 3 tygodniach przerwy, ale do takich właśnie przygód siada sie z przyjemnością, a nie z poczucia cholernego obowiązku.
program meczowy -
