niedziela, 27 stycznia 2013

21 kwietnia 2007 godz 18:15 GKS Bełchatów - Lech Poznań 0-0

Trzy dni po meczu z Pogonią, przyszło nam rywalizować na wyjeździe z walczącym w tym sezonie o mistrzostwo Polski GKS-em Bełchatów. 

W tą ciepła sobotę w drogę za Lechem, postanowiłem się wybrać także ja, plus Rybol i Sobek, dla którego był to debiut wyjazdowy. Jechaliśmy busami spod stadionu, jeśli dobrze pamiętam zbiórka była zarządzona na godzinę 13. Jako, że wszyscy w tamtym czasie mieszkaliśmy na Ratajach, umowiliśmy w naszym strategicznym miejscu na przystanku tramwajowym na Rzeczypospolitej. Tak sie jakoś złożyło, że to ja z Rybolem czekaliśmy na debiutanta, i o ile sam wyjazd nie należał do najdalszych to jednak jakiś tam zapas jedzenia, picia wypełniał nasze plecaki. Jakie więc było nasze zdziwienie, kiedy okazało sie, że Sobek doszedł do nas tylko z półlitrową butelką wody :). Śmiechu było co nie miara, no ale nic każdy kiedys jakoś musi zacząć i być uświadomionym :). Pod stadionem jednak ogarnął jednak jeszcze nieśmiertelne i kultowe do dziś właśnie z okazji tego wyjazdu w naszym towarzystwie "wafelki familijne" ;). Usadowiliśmy się w busach, podróż minęła spokojnie i szybko i po wspólnym przemarszu przez bełchatowskie osiedle, zameldowaliśmy się na sektorze mocno przed czasem w sile 750 osób.


Był to w ogóle nasz ostatni wyjazd na stary sektor gości w Belchatowie, który co by nie mówić położeniem i warunkami nie grzeszył. Był on strasznie niski, miało się wrecz wrażenie stojąc na nim, że jest się na poziomie poniżej murawy. Niezbyt ciekawie było także nad naszymi głowami co ileś metrów zwisał nad nami drut kolczasty, czyli krótko mówiąc Alcatraz pełną gębą :). Czas przed meczem minął nam generalnie na mocnej zwale z maskotki GKS-u, czyli mamuta :), usłyszał na swój temat trochę docinków, ale nie wzruszony cały czas próbował bawić publikę na kameralnym stadionie. 


Przed tym meczem trochę rotacji w składzie przeprowadził trener Smuda. W związku z kontuzją Wojtkowiaka, na lewej obronie grał Wilk, a Bosy zastapił Injaca na pozycji defensywnego pomocnika. Ogólnie z samego meczu dzięki "świetnemu" położeniu sektora dla gości widzieliśmy niewiele, ale prawdę mówiąc tego dnia nie za bardzo było co oglądać. Mecz był rozgrywany w mocno średnim tempie i ciekawsze rzeczy działy się dopiero w ostatnim kwadransie, gdy Kotor kilka razy uratował nam dupę, i dzięki jego interwencjom udało sie dowieźć do końca meczu wynik bezbramkowy.

Mimo tego, że sektor gości był mocno rozciągniety, nasz doping tego dnia nie należał do najgorszych, zapewnie właśnie to, że meczu i tak nie dało sie z tego miejsca zbytnio oglądać, skupiliśmy sie tego dnia na solidnym dopingu dla naszej drużyny. Oczywiście po meczu grajki usłyszały "Czy wygrywasz czy nie..." i przy zapadającym zmroku spokojnie udalismy się potem w drogę powrotną do domu, gdzie w busie przy piwku toczyły się szerokie rozmowy na różnorakie tematy :).


skan biletu - 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz