Po porażce pucharowej z Koroną, pozostało się już tylko skoncentrować na ligowej młócce i walczyć o jak najlepszą pozycję na koniec sezonu. Przed meczem derbowym z Dyskobolią, udało sie osiągnąć bezbramkowy remis na Reymonta z Wisłą. Tuż przed derbami doszło do małej scysji na linii piłkarze-trener Smuda. Franz stwierdził, że maksymalnie 10 piłkarzy zostanie z tego zespołu na nowy sezon. Bardzo to nie spodobało się grajkom, a w ich imieniu w mediach wypowiedział się Piotr Reiss, krytykując trenera i podkreślając, że raz zagrali przeciw ustaleniom z szatni i...wygrali.
Na trybunach zjawiło się tego słonecznego dnia ponad 14 000 widzów. Na wyjście piłkarzy na prostej została zaprezentowana oprawa "Wielkopolanie", mająca pokazać, że Lech to klub całej Wielkopolski. Buraczana ekipa spod znaku Dyskoboli pojawiła się w 260 osób.
Dla mnie był to swego rodzaju mały jubileusz, gdyż według zapisek, był to mój 50 mecz na stadionie.
Sam mecz od początku nie był pasjonującym widowiskiem, z obu stron mnożyły się błędy, a ożywienie nastąpiło dopiero w 26 minucie, po kuriozalnej bramce dla Lecha. Obrońca grodziszczan, chciał wybić piłkę spod nóg Zakiego, ale zrobił to tak nieudolnie, że ta wpadła obok bezradnego bramkarza do siatki, i zrobiło sie 1-0. Po tej bramce goście przystapili do ataków, ale nie wyszło z tego nic konkretnego, poza słupkiem po strzale Rockiego i pierwsza połowa zakończyła się naszym prowadzeniem. Na taki wynik zareagował trener gości, Skorża, i za bezproduktywnego Świerczewskiego wpuścił na boisko Adriana Sikorę, co w perspektywie okazało się strzałem w dziesiątkę. Już 5 minut po wznowieniu gry, mikrusowy napastnik urwał się naszym obrońcom i głową doprowadził do remisu. Mecz wtedy zdecydowanie nabrał tempa i stał się widowiskiem godnym derbów. 72 minuta przyniosła najładniejszą akcję meczu, po której gola dla nas zdobył Jacek Dembiński, czym uczcił swój 300 występ w ekstraklasie.
Gdy wydawało się, że już nic nie może zabrać nam tej wygranej, kilkadziesiąt sekund przed zakończeniem meczu, ponownie piłke do naszej bramki głową skierował Sikora...co ciekawe w wyskoku pokonał nie niskiego przecież Bosego. Wynik końcowy był może i sprawiedliwy, ale dla nas tym bardziej osiągnięty w takich okolicznościach był trochę rozczarowujący. Kolejny raz potwierdziło się, że dla takich piłkarzy jak np. nasz ulubieniec Dawid Kucharski, progi ekstraklasy to za duże wyzwanie.
program meczu -

