Ekstraklasową jesień Kolejorz zakończył ze stratą 6 punktów do miejsca gwarantującego start w pucharach, co biorąc pod uwagę przedsezonowe zapowiedzi nie było jakimś szczególnym wynikiem. Rok 2006 Lech Poznań kończył tak jak inne zespoły rozgrywkami Pucharu Ekstraklasy. Jako, że trener Smuda od początku nazywał ten puchar "pasztetowym" jasne było, że będzie to okazja do przeglądu zawodników rezerwowych, jak i na co zezwalały przepisy zawodników testowanych. Na dzień dobry Kolejorz wygrał na wyjeździe z Pogonią 3-0, potem przyszło nam zagrać 3 spotkania z rzędu na własnym stadionie.
Pierwsze z tych spotkań, to mecz z Arką Gdynia. Mecz odbył się w poniedziałkowy wieczór. Co ciekawe na stadion można było wejść dopiero kwadrans przed rozpoczęciem spotkania. Wszystko to było spowodowane niesamowitą mgłą jaka spowiła tego wieczora cały Poznań. Do ostatnich chwil nie było wiadomo czy spotkanie w ogóle sie odbędzie. Postanowiono jednak grać. Mecz ten wyglądał naprawdę dziwnie, gdyż praktycznie nie było widać, co dzieje się na boisku. Jako, że jednak tego dnia na stadionie zjawiło się raptem 3700 kiboli, wszyscy starali się znaleźć sobie miejsce jak najniżej trybun, żeby widzieć chociażby jakieś sylwetki piłkarzy. Mimo takich, a nie innych warunków atmosferycznych, w kotle na sektorze 1 zebrało sie nas trochę i doping prowadzony był normalnie jak na innych spotkaniach.
Mecz ten był transmitowany także w telewizji, która jednak po okołu 20 minutach postanowiła przerwać transmisję, gdyż z poziomu budki komentatorskiej nie widać było kompletnie nic, a i pewnie przed telewizorem mało kto chciał oglądać mgłę przez 90 minut :). Mecz udało się wygrać 3-0, gole zdobyli Midzierski, Kucharski z karnego oraz Reiss. Ostatni gol padł w 2 połowie, na bramkę po drugiej stronie kotła, której kompletnie nie widzieliśmy, i domyśliliśmy się, że padł gol po reakcji przeciwległych trybun ;)
Po 2 kolejkach zatem efektownie prowadziliśmy w tabeli naszej grupy o Puchar Pasztetowej :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz