wtorek, 12 czerwca 2012

27 sierpnia 2006 godz 19:15 Lech Poznań - Wisła Kraków 3-3

Horrory jakie fundował w tym sezonie Kolejorz spowodowały, że ludzie chcieli ten zespół oglądać i na mecz z Wisłą Kraków na stadionie pojawił się komplet 14 500 kibiców. Pojawiła się także 260 osobowa grupa kibiców z Krakowa. Humorystycznym akcentem było ustawienie przed meczem tablicy wyników na wynik 0-3, żeby piłkarze zaczęli grać na całego od początku meczu, a nie od 75 minuty jak to bywało do tej pory. Przed meczem, sponsor Warka w podzięce za świetny doping postanowił zafundować nam bęben, co było bardzo fajnym i sympatycznym gestem. Dużo ludzi, mając ciągle w pamięci bojkot produktów KP, jeszcze mocniej zaczęła ich dobijać, wybierając w tych czasach głównie Warkę jako główne i najczęściej kupowane piwo.

Mecz zaczął się od oprawy na 4 trybunie "Czy triumfy, czy przegrane, Ja na zawsze w tym zostane" dookoła flagowisko w niebiesko-białych barwach, a na górze mała sektorówka z postacią kibola, a w tle herb naszego klubu. Nie wiadomo czy piłkarzom mobilizacji dodał żart z tablicą, czy ostre słowa trenera Smudy, ale tym razem od początku ruszyli do ataku. Efekt przyniosło to już w 6 minucie, gdy do piłki na 16 metrze dopadł Wasyl i mocnym strzałem wpakował ją do wiślackiej bramki. Minęło 20 minut i kapitalne dośrodkowanie Bosego, piękną główką wykończył Zaki i wydawało się, że Kolejorz rozniesie w tym dniu milicjantów z Krakowa. Po tej bramce Lechici trochę się cofnęli, ale Wisła tak naprawdę nie zagroziła poważniej bramce Kotora. Druga połowa zaczęła się od ataków milicjantów, i niestety bardzo szybko, bo w 53 minucie po rzucie rożnym główką piłkę do bramki skierował Głowacki, co zostało skwitowane gromkim "wypierdalaj", wiadomo z jakich powodów. Trzy minuty później jednak, kapitalna kontra i skrzydłem pociągnął Zając, mimo naporu świetnie dośrodkował, a kapitalnym szczupakiem popisał się Reissik i ponownie wyszliśmy na dwubramkowe prowadzenie. Po tej bramce jednak na boisku istniała już tylko Wisła, bez problemu dochodzili do sytuacji bramkowych, Kolejorz nie był w stanie nic zrobić w ofensywie. Niestety w 82 minucie w końcu Wiślacy przedarli sie skrzydłem, niefortunnie zainterweniował Bosacki i piłka wpadła do brami, zrobiło się tylko 2-3. Akcja ta była pochodną problemów Wasyla, które  do dzisiaj są kultowe:  

Kiedy wydawało się, że mimo bardzo słabej 2 połowy uda się dowieźć wygraną do końcowego gwizdka, już w doliczonym czasie gry po wrzutce Głowackiego, piłkę do bramki skierował jeden z mutantów o nazwisku Brożek i mecz skończył się remisem 3-3. Piłkarze zafundowali nam więc kolejny horror, tym razem z innym scenariuszem niż ostatnio, ale niestety drugi raz z rzędu bez happy-endu. Jednak tym razem pretensje mogli mieć tylko do siebie...








Program meczowy - 





1 komentarz:

  1. widze że zacząłeś znowu działać :D Choroba sprzyja pisaniu nowych postów.

    OdpowiedzUsuń