środa, 30 maja 2012

19 sierpnia  2006 godz 19:00 Lech Poznań - Cracovia 3-4

Po wyjeździe do Lubina, nasi piłkarze pojechali do Kielc, gdzie po pościgu uratowali remis 2-2. Widać było kolejny raz, że ambicji naszym piłkarzom nie brakuje i szybko taką postawą wkupili się w łaski kibiców. Kolejnym meczem było spotkanie na Bułgarskiej z Cracovią.

Mecz przyjaźni na trybunach, rozpoczął się od efektownej kartoniady na prostej, która ułożyła się w napis "Pyrusy". Kibice Cracovii (ok. 350 osób) nie zajęli miejsc w sektorze dla gości, lecz byli rozrzuceni po całym stadionie, główna ekipa skupiła się na rogu 4 trybuny, gdzie wywiesili fanę z jasnym motywem na środku :).  My już jak to miało być na stałe w tej rundzie zebraliśmy się w sektorach 1-2. 

Pierwsza połowa meczu nie była zbyt emocjonująca, jedyna bramka padła dla Cracovii po samobójczym trafieniu Dawida Kucharskiego, który zaskoczył debiutującego w naszych barwach Pawła Linkę. Emocje nadeszły jednak w 2 połowie. Rozpoczęło sie kiepsko, gdyż między 58-62 minutą padły dwie kolejne bramki dla Cracovii i gdy na tablicy było 0-3, mało kto wierzył w kolejny efektowny i efektywny pościg za dobrym wynikiem. Z trybun jednak zamiast gwizdów, tak jak w meczu z Wisłą Płock poszedł jeszcze głośniejszy doping niż do tej pory. Kolejorz praktycznie zamknął Cracovię na własnej połowie, i w 75 minucie zamieszanie podbramkowe wykorzystał debiutujący tego dnia w Lechu Arkadiusz Bąk. Wtedy zaczynała wracać wiara, że może uda sie jednak po raz kolejny. 5 minut później, świetną akcję rozegrali Reiss z Wachowiczem, ten drugi wpadł z piłką w pole karne i zrobiło się 2-3...Minęło kolejne 5 minut i po dośrodkowaniu Murawskiego, kapitalnie w polu karnym znalazł się Wasyl i ze spokojem głową wyrównał na 3-3. Na stadionie zapanowała euforia, po raz kolejny Lech pokazał charakter, a do końca meczu było jeszcze sporo czasu i wszyscy wierzyli, że ten mecz da się jeszcze wygrać! Nadeszła 89 minuta i po dośrodkowaniu Reissa, piłkę do bramki zapakował Zaki, i wtedy nadeszła kulminacja euforii na stadionie, każdy był w pełnym amoku, Kolejorz dokonał czegoś co wydawało się niemożliwe...jednak to wszystko było zbyt piękne, sędziujący ten mecz pan Werder z Warszawy postanowił tej bramki nie uznać, gruby liniowy jako jedyny na stadionie widział spalonego. Mimo krzywdzącej decyzji, Kolejorz raz jeszcze próbował wygrać mecz, jednak z akcji poszła kontra, na bramkę zamienił to Piotr Giza, sędzia zakończył mecz i na stadionie zapanowała cisza...

Trwała ona jednak tylko chwilę, naszych piłkarzy żegnały brawa i okrzyki "byliście lepsi", a sędziów pełna porcja gwizdów i głośne "złodzieje, złodzieje!". Po meczu trener Smuda, powiedział że sędziego należałoby wywieźć do Wrocławia, gdzie trwał proces w aferze korupcyjnej. Jak się okazało, niedługo potem sędzia faktycznie za stare grzechy trafił za kratki, a tego meczu nikt z Poznania nie zapomni mu do końca życia. Mecz mimo, że bez szczęśliwego zakończenia, pokazał , że czego jak czego ale charakteru naszym piłkarzom odmówić nie można, jednak na pewno trzeba było jeszcze ich przyuczyć koncentracji od początku spotkania. 












wtorek, 22 maja 2012

5 sierpnia 2006 godz 19:00 Zagłębie Lubin - Lech Poznań 0-0

Tydzień po meczu z Wisłą Płock przyszło nam zagrać z Zagłębiem w Lubinie. Jeszcze chyba przed meczem z Wisłą na naszym forum zaczęło sie wzajemne nakręcanie, a wyjazd na Zagłębie zyskał tytuł "Inwazji". Dla mnie stało sie jasne, że to wreszcie chyba idealny moment, aby w końcu pojechać na jakiś wyjazd i poczuć coś innego niż tylko emocje na Bułgarskiej. Na mecz pojechałem autobusem organizowanym przez Wiarę Lecha razem z Kevinem (w sumie do dziś nie wiem, czemu reszta ekipy nie była ze mną na tym meczu!). 

Jeśli dobrze pamiętam zbiórka została zarządzona o 14, nie na Bułgarskiej pod stadionem, która była wtedy chyba rozkopana, a obok na Grunwaldzkiej pod budynkiem IOR. Pewien rodzaj podniecenia i ciekawości doskwierał mi od rana. Jakoś udało się znaleźć miejsca w autobusie, pamiętam, że jechaliśmy na samym przodzie (jako debiutanci na wyjeździe nie pchaliśmy się na tyły autobusu, gdzie przeważnie dzieje się najwięcej :) ). Podróż minęła spokojnie i w dobrych nastrojach dobiliśmy na parking pod stadionem. Już na trasie widać było, że tego dnia w Lubinie stawi się duża rzesza kiboli odzianych na niebiesko-biało. Wejście na stadion przebiegło spokojnie, pamiętam że dość sporo z nas w łatwy sposób obeszło kontrolę biletową, przez co część biletów mogła trafić do ponownego obiegu :). Stadion sprawiał wrażenie iście dożynkowe,  każdy sektor innej wysokości...nasz stadion przy tym molochu wyglądał jak ultra nowoczesne estadio. Niestety pogoda tego dnia nie dopisała i przed meczem dość solidnie sie rozpadało i mogło się wydawać, że doping mimo naszej dużej liczby nie będzie porywający. 

Po rozpoczęciu meczu kiedy już praktycznie wszyscy rozlokowali się na miejscach (ostatecznie zjawiło się nas ok 1700!!), moje obawy co do dopingu uciekły daleko, mocna petarda na wejście i od początku nasze śpiewy dobrze było słychać zapewne na całym stadionie. Kilka minut po rozpoczęciu spotkania, części z nas zaczął  przeszkadzać wielki balon, który bardzo inteligentnie został ustawiony pod naszymi sektorami, i w związku z tym pewnie z kilkaset osób miało bardzo utrudniony przekaz z tego co dzieje się na boisku.  Zaczęły się skandowania "weźcie ten balon!", jednak minuty mijały i nikt się tym nie interesował. W związku z tym, nasi kibole sami się tym zainteresowali ;), przeskoczyli płot i zaczeło się przesuwanie balona. Ochrona postanowiła jednak o dziwo wtedy pomóc, balon został przestawiony na drugą (pustą) połowę stadionu, nasi kibole spokojnie wrócili na trybuny i dalej kontynuowaliśmy głośny doping. 

W przerwie postanowiono wprowadzić w nasz repertuar nową przyśpiewkę "chorwackie", która zdecydowanie szybko się przyjęła, ze względu na skoczność i mało skomplikowany tekst :). W drugiej połowie zdecydowanie królowała na naszych sektorach, pojawiły się także flagi, race, a ostatnie 20 minut to już zupełnie pełen amok i "chorwackie" ciągnięte było bez przerwy. Mecz się skończył (z kronikarskiego obowiązku należy zaznaczyć, że zakończył się bezbramkowym remisem), a my nadal robiliśmy swoje. Kilka minut po meczu pod sektor podeszli piłkarze i na czele z Piotrkiem Reissem podłączyli się pod naszą zabawę. Dla piłkarzy, którzy jeszcze kilka miesięcy temu grali dla mniejszej publiki na własnym stadionie we Wronkach zapewne było to mocne przeżycie, że własnie znaleźli się w klubie z tak wielkim potencjałem kibicowskim, i że na każdym meczu mogą spodziewać się takiego dopingu, a może i lepszego! Pomimo remisu wszyscy rozjechaliśmy się w świetnych nastrojach. W domu wylądowałem w środku nocy po gonitwie za nocnym autobusem na Grunwaldzkiej, i zdecydowanie byłem pewien, że przy następnej możliwej okazji muszę jechać na wyjazd! :)

P.S. Rybol, jeszcze raz dzięki za użyczenie koszulki :), nie wiem czemu ale do tego momentu nie miałem jeszcze żadnej niebieskiej ani białej koszulki Lecha w swoim asortymencie.

Fotki z trybun - 




skan biletu - 


wtorek, 15 maja 2012

30 lipca 2006 godz 19:00 Lech Poznań - Wisła Płock 3-2

Pierwszy mecz ligowy nowego sezonu wypadł nam na własnym stadionie z Wisłą Płock. Leśni działacze z Wronek dobrze nakręcili na nowo modę na Lecha i na stadionie zjawiło się 14 000 ludzi co patrząc na nasze ostatnie frekwencje było wynikiem rewelacyjnym. Ciągle aż do meczu pojawiały się spekulacje, jak to z tym Lechem będzie, czy najwierniejsi fani zaakceptują to, że tak naprawdę zostaliśmy Lechem trochę przemalowanym z Amici Wronki. Wszelkie wątpliwości zostały jednak rozwiane podczas oprawy zaprezentowanej przed rozpoczęciem spotkania z bardzo wymownym hasłem "Lech jest tam, gdzie jego Wiara"!! Teraz zostało już tylko głośnym dopingiem wspierać naszą niebiesko-białą drużynę. Kocioł po kolejnych zmianach został zlokalizowany na sektorach 1 i 2. Ja sam po raz pierwszy zdecydowałem się w końcu zakupić karnet na całą rundę, gdyż po poprzedniej rundzie stało sie jasne, że tylko jakieś wypadki losowe mogą powodować to, że brakować mnie będzie na stadionie. 

Nie da się ukryć, wszyscy liczyli na mocne otwarcie i pokonanie płocczan, trener Smuda nastawił zespół ofensywnie i od początku Lechici przebywali większość czasu na połowie gości. Tymczasem w 17 minucie wypad Wisły zakończył się pięknym wolejem Sobczaka, i stadion na chwilę zamarł po stracie gola. Tak do końca połowy już nic się nie zmieniło. Druga połowa zaczęła się od rzutu karnego dla Kolejorza, jednak fatalnie strzelił Dembiński i wynik nadal brzmiał 0-1. Chwile potem, Wisła miała rzut wolny, piłkę przed pole karne wypiąstkował Kotor, a tam stał Żarko Belada, który technicznym lobem wyprowadził gości na dwubramkowe prowadzenie. Następnie w miejsce Zakiego i Wacha na boisko weszli Wilk i Zając, my w kotle nadal głośno dopingowaliśmy, gdyż widać było, że Lech stara się i walczy i trzeba było piłkarzom pomóc w strzelaniu bramek. W końcu kwadrans przed końcem spotkania, po akcji lewą stroną Wilka, piłkę w rogu pola karnego przejął Wasyl i zdobył bramkę kontaktową. Wtedy dopiero na stadionie rozkręciła się korba, wszyscy zwietrzyli, że jeszcze chociaż remis w tym meczu można ugrać. 2 minuty przed końcem regulaminowego czasu gry, po główce Wasyla, do piłki na 3-4 metrze dopadł Reiss i doprowadził do remisu. Stadion wybuchł w radości, i wszyscy nabrali apetytu na jeszcze jedną bramkę...i stało się. Praktycznie w ostatniej akcji meczu, ponownie świetnie lewym skrzydłem pociągnął Wilk, błąd obrońcy wykorzystał Marcin Zając, strzelił na 3-2 i na stadionie wybuchła euforia jakbyśmy prawie mistrza Polski zdobyli.!!

Tym świetnym meczem, zupełnie nowy zespół zdobył wielkie zaufanie wśród kiboli, piłkarze pokazali charakter, wolę walki do końca co w połączeniu z fanatycznym dopingiem przełożyło się szczęśliwy happy end pierwszego spotkania w nowym sezonie. Wszystkim bardzo rozbudziły się apetyty na to, że w tym sezonie naprawdę możemy powalczyć o coś więcej niż standardowy dla nas środek tabeli. 

Bramki -

Fotki -







Skan karnetu i programu - 







niedziela, 13 maja 2012

8 lipca 2006 godz 18:00 Lech Poznań - FC Tiraspol 1-3 Puchar Intertoto

Nowy sezon 2006/2007, był dla wszystkich faktycznie zupełnie czymś nowym. KKS Lech Poznań swoją grę kontynuował na licencji Amici Wronki. Klub przejęli nowi działacze, na czele z Jackiem Rutkowskim i Andrzejem Kadzińskim, trenerem został Franciszek Smuda, głównym sponsorem została firma Remes i całkowicie zmieniła się kadra naszego zespołu. Ze starego Lecha zostali tylko : Kotorowski, Bosacki,  Scherfchen, Marciniak, Wilk, Reiss, Zakrzewski i Wachowicz. Reszta kadry została uzupełniona graczami z Wronek, do których wiadomo każdy na początku podchodził nieufnie i o to aby byli traktowani jak nasi, musieli sie dobrze postarać na boisku. Takim spoiwem łączącym tą kadrę miał być doświadczony Jacek Dembiński, który dawno temu grał w Lechu. 

Pierwszą kością niezgody i zgrzytem, było wystawienie Lecha do rozgrywek Pucharu Intertoto, miejsce to zostało wywalczone przez Amicę, i jasne było że mało który prawdziwy kibol chciał aby to właśnie Lech uczestniczył w tych rozgrywkach. Jednak Lech zagrał w tych rozgrywkach i w debiucie nowego zespołu przyszło nam zmierzyć się z mołdawskim Tiraspolem. Pierwszy mecz na wyjeździe zakończył się porażką 0-1. Na te mecz dotarła 5 osobowa grupa naszych kiboli. 

Tydzień później nadszedł czas na rewanż na Bułgarskiej. Powiem szczerze, że początkowo w ogóle nie zamierzałem iść na ten mecz, mając mieszane odczucia co do naszych występów w tych rozgrywkach. Ostatecznie jednak dałem się namówić dwóm osobom, które na Bułgarskiej były po raz pierwszy. Nie da się ukryć, że klub chciał zrobić wszystko, aby jak najwięcej ludzi przyszło na stadion, gdyż bilety kosztowały 5 zł. Ostatecznie na stadion przyszło ponad 8000 ludzi, nie było jednak żadnego zorganizowanego dopingu, a w trakcie meczu kibiców wpuszczano nawet na plac budowy na terenie II trybuny. Całe szczęście nic nikomu się nie stało.

Mecz rozpoczął się od minuty ciszy i krzyża z rac, gdyż kilka dni przed meczem w wypadku samochodowym zginął "Sargon", który był klubowym fotografem i kolegą dla wielu kibiców na stadionie. Pierwsze minuty spotkania dużo osób poświęciło na ogarnianie i poznawanie zawodników, gdyż w pierwszej 11, ze znanych nam graczy pojawili się tylko Zaki, Wachu i Reiss. Dość szybko to mołdawianie strzelili gola i pomału stało się jasne, że ta przygoda z pucharami zakończy się na tym etapie. Gołym okiem można było dostrzec, że zespół niespecjalnie rozumie się jeszcze na boisku, a i do zaangażowania piłkarzy można było mieć sporo pretensji. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 1-3, honorowego gola strzelił Zaki. Prawdę mówiąc, jednak mało kto chyba przejął się tą porażką, odpadliśmy z pucharów, w których tak naprawdę nie powinniśmy zagrać, a i zostało jeszcze trochę czasu na zgranie zespołu na rozgrywki ligowe, na które dużo osób ostrzyło sobie zęby, a sam właściciel i trener Smuda zapowiadali, że klub stać nawet na zdobycie Mistrzostwa Polski. 








piątek, 11 maja 2012

10 maja 2006 godz 18:00 Lech Poznań - Odra Wodzisław 1-2

Po porażce wyjazdowej z Cracovią, nadszedł czas na ostatni mecz sezonu na naszym stadionie. Przeciwnikiem była tego dnia Odra Wodzisław. Jasne było, że mimo typowego meczu o pietruszkę, nie będzie to zwykły mecz. Było już pewne, że Lech Poznań w tym kształcie, do którego wszyscy byliśmy przyzwyczajeni, przestaje istnieć, i od nowego sezonu zacznie się zupełnie nowy etap historii naszego klubu. Czy będzie to lepszy etap, czy gorszy, ciężko było wtedy oceniać, tak naprawdę każdy z nas czuł wielką niepewność w związku z tym jak to wszystko będzie wyglądać i czy poznańscy kibole zaakceptują klub łączony z Amicą Wronki. 

Przed rozpoczęciem spotkania na środku murawy, kibice przekazali wszystkim piłkarzom, trenerom i działaczom okolicznościowe szaliki w ramach podziękowania za ich obecność i zaangażowanie w nasz ukochany klub. Na początku spotkania swój popis dali także nasi ultrasi rozwijając oprawę poświęconą 50 rocznicy wydarzeń poznańskiego czerwca. Całość została jeszcze doprawiona polskim hymnem odśpiewanym przez cały stadion. 

Sam mecz rozpoczął się od ataków Lecha, jednak nic nie chciało wpaść do bramki Odry. Tymczasem jedna z kontr gości, w 28 minucie przyniosła nieoczekiwane prowadzenie zespołu z Wodzisławia. Potem dalej to Kolejorz usilnie walczył o wyrównanie, ale udało sie do tego doprowadzić dopiero w 80 minucie. Po centrze Piotra Reissa, dobrze do główki złożył się Telich i piłka wylądowała w bramce. Niestety tuż przed końcem spotkania, błąd naszej defensywy wykorzystał Jan Woś, który pokonał Arka Malarza i faktem stała się niespodzianka. 

Wydawać by się mogło, że po tej bramce zapanuje na stadionie wielki smutek, tymczasem nic z tego! Na całej długości prostej zabłysły race ozdobione transparentem "Raca: 35 zł, Kara PZPN: 5000 zł, Wrażenia: Bezcenne" Było to takie nasze symboliczne pożegnanie z Lechem, gdyż tak jak pisałem nikt z nas do końca nie wiedział jaka przyszłość czeka nasz klub. Po meczu doszło jeszcze do bardzo wzruszającego momentu. Trener Czesław Michniewicz, obszedł stadion dookoła i kłaniał się kibicom w pas, nie kryjąc przy tym łez. Oczywiście cały stadion dał głośne wyrazy poparcia i podziękowania dla trenera za całość jego pracy w Lechu oraz za to, że nie raz był gotów stanąć twarzą w twarz z kibicami i merytorycznie porozmawiać na temat Lecha. 

Tak właśnie zakończył się sezon 2005/2006 (na koniec osiągneliśmy jeszcze remis na wyjeździe z Pogonią), sezon dziwny, gdyż najpierw pełen radości w związku ze świetnymi wynikami, potem pełen napięć w związku z publikacjami prasowymi na temat przejęcia klubu przez działaczy z Wronek i prawdy o sytuacji finansowej Kolejorza. Teraz trzeba było czekać na to co przyniesie przyszłość. 

Skrót meczu - 


Fotki - 






Skany biletu i programu - 




Skan z opisu kibicowskiego podsumowania sezonu -









środa, 9 maja 2012

29 kwietnia 2006 godz 18:00 Lech Poznań - Dyskobolia Grodzisk Wlkp. 4-1

Po zwycięstwie nad Górnikiem Łęczna, Kolejorz rozegrał dwa spotkania wyjazdowe, z Koroną Kielce i GKS-em Bełchatów. Oba te spotkania zakończyły się remisami 1-1, co praktycznie oznaczało, że sami dla siebie pucharów nie wywalczymy. Kolejnym spotkaniem były derby Wielkopolski z "Szczunami z Landu" z Grodziska Wielkopolskiego.

Na trybunach tego słonecznego dnia zjawiło się 6500 kiboli Lecha Poznań, a kocioł wypełnił się w całości. Sam mecz zaczął się bardzo po naszej myśli. W 11 minucie błąd obrońcy Dyskobolii wykorzystał Zakrzewski i pewnie trafił na 1-0. Na trybunach nie skończyła się jeszcze fiesta z okazji pierwszej bramki, a już było 2-0! Na zaskakujący strzał z około 35 metrów z pod linii bocznej zdecydował sie Marcin Wachowicz, piłka wpadła do bramki obok bezradnie stojącego bramkarza Dyskobolii - Przyrowskiego. Później do głosu doszli goście i ładnym lobem za kołnierz Kotora straty zmniejszył Rocki. I tak zaczęła się najciekawsza i najbardziej pamiętna historia związana z tym meczem. Nikt nie wie czemu zachciało mu się  uciszyć kocioł, przez co został solidnie wybuczany i epitety "Łysy chuj" leciały w jego kierunku już do końca spotkania. Co najlepsze 2 minuty po jego golu, z piłką świetnie zabrał się Zaki i podwyższył wynik na 3-1! W tym momencie wystarczyło tylko zakrzyknąć "Rocki! Co? Łyso Ci?!". :) Pierwsza połowa stała na bardzo dobrym poziomie, a wynik wszystkich bardzo cieszył. W drugiej połowie działo się już trochę mniej, ale Kolejorz starał się kontrolować sytuację. Kwadrans przed końcem, Lech wyprowadził kontrę, która skończyła się sytuacją sam na sam z bramkarzem, którą pewnie wykorzystał Wachu. Stało się jasne, że Lech ten mecz wygra, a goście, w tym oczywiście "Łysy" :) marzyli tylko o tym aby sędzie jak najszybciej zakończył spotkanie. 

Mecz zakończył się wynikiem 4-1, był to chyba najlepszy mecz naszych zawodników w tym sezonie i po meczu wspólnie mogliśmy świętować wygraną w derbach. Z akcentów ultras na meczu, w kotle pojawiły się machajki, a na prostej sektorówka "koszulka". 

Skrót meczu - 


Fotki - 





Skany biletu i programu - 






poniedziałek, 7 maja 2012

15 kwietnia 2006 godz 15:30 Lech Poznań - Górnik Łęczna 1-0

Po pokonaniu Wisły, Kolejorz pojechał na wyjazd w środku tygodnia na stadion Legii, gdzie zostaliśmy boleśnie sprowadzeni na ziemię wynikiem 1-3. Następny mecz wypadał nietypowo bo w Wielką Sobotę praktycznie tuż po święconce ;). Naszym rywalem był Górnik  Łęczna, który był mocno zaangażowany  w walkę o utrzymanie w lidze. My jeśli nadal chcieliśmy myśleć o awansie do pucharów musieliśmy ten mecz wygrać. Z racji daty meczu na stadionie bez większego szału zjawiło się niecałe 7000 widzów.

Pamiętam, że na tym spotkaniu zabrakło naszego etatowego prowadzącego doping i w kotle, nadal zlokalizowanym w sektorze dla gości, za megafon wziął się ktoś kto miał problem z wymawianiem litery "r" , co powodowało trochę śmiechów wśród zebranych ;). Cała ta otoczka dodatkowo z upalną sobotą i walącym nas słońcem po oczach spowodowało, że doping tego dnia stał raczej na kiepskim poziomie. 

Sam mecz tak jak doping przebiegał raczej w sennej atmosferze, pierwszą groźną sytuacją było strzał Wachowicza, który zatrzepotał w siatce...ale niestety z zewnętrznej strony i radość na naszym sektorze była przedwczesna. Na gola trzeba było czekać do 45 minuty, gdy po rzucie wolnym głową piłkę do bramki kierował Błażej Telichowski. W drugiej połowie, Lech dążył do zdobycia drugiej bramki, ale nie udało się to ani Telichowskiemu, ani Wachowiczowi, ani Reissowi. Dodatkowo nasz kapitan, próbował jeszcze wymusić rzut karny, ale pan sędzie Werder (później bardziej znany jako W.) nie dał się nabrać. W końcówce meczu, po niefortunnym odbiciu piłki przez Zbyszka Wójcika, o mały włos mecz nie skończyłby się remisem. Udało się jednak do końca dowieźć jednobramkową wygraną.

Skrót meczu - 


Fotki - 




Skany biletu i programu -