Po wyjeździe do Lubina, nasi piłkarze pojechali do Kielc, gdzie po pościgu uratowali remis 2-2. Widać było kolejny raz, że ambicji naszym piłkarzom nie brakuje i szybko taką postawą wkupili się w łaski kibiców. Kolejnym meczem było spotkanie na Bułgarskiej z Cracovią.
Mecz przyjaźni na trybunach, rozpoczął się od efektownej kartoniady na prostej, która ułożyła się w napis "Pyrusy". Kibice Cracovii (ok. 350 osób) nie zajęli miejsc w sektorze dla gości, lecz byli rozrzuceni po całym stadionie, główna ekipa skupiła się na rogu 4 trybuny, gdzie wywiesili fanę z jasnym motywem na środku :). My już jak to miało być na stałe w tej rundzie zebraliśmy się w sektorach 1-2.
Pierwsza połowa meczu nie była zbyt emocjonująca, jedyna bramka padła dla Cracovii po samobójczym trafieniu Dawida Kucharskiego, który zaskoczył debiutującego w naszych barwach Pawła Linkę. Emocje nadeszły jednak w 2 połowie. Rozpoczęło sie kiepsko, gdyż między 58-62 minutą padły dwie kolejne bramki dla Cracovii i gdy na tablicy było 0-3, mało kto wierzył w kolejny efektowny i efektywny pościg za dobrym wynikiem. Z trybun jednak zamiast gwizdów, tak jak w meczu z Wisłą Płock poszedł jeszcze głośniejszy doping niż do tej pory. Kolejorz praktycznie zamknął Cracovię na własnej połowie, i w 75 minucie zamieszanie podbramkowe wykorzystał debiutujący tego dnia w Lechu Arkadiusz Bąk. Wtedy zaczynała wracać wiara, że może uda sie jednak po raz kolejny. 5 minut później, świetną akcję rozegrali Reiss z Wachowiczem, ten drugi wpadł z piłką w pole karne i zrobiło się 2-3...Minęło kolejne 5 minut i po dośrodkowaniu Murawskiego, kapitalnie w polu karnym znalazł się Wasyl i ze spokojem głową wyrównał na 3-3. Na stadionie zapanowała euforia, po raz kolejny Lech pokazał charakter, a do końca meczu było jeszcze sporo czasu i wszyscy wierzyli, że ten mecz da się jeszcze wygrać! Nadeszła 89 minuta i po dośrodkowaniu Reissa, piłkę do bramki zapakował Zaki, i wtedy nadeszła kulminacja euforii na stadionie, każdy był w pełnym amoku, Kolejorz dokonał czegoś co wydawało się niemożliwe...jednak to wszystko było zbyt piękne, sędziujący ten mecz pan Werder z Warszawy postanowił tej bramki nie uznać, gruby liniowy jako jedyny na stadionie widział spalonego. Mimo krzywdzącej decyzji, Kolejorz raz jeszcze próbował wygrać mecz, jednak z akcji poszła kontra, na bramkę zamienił to Piotr Giza, sędzia zakończył mecz i na stadionie zapanowała cisza...
Trwała ona jednak tylko chwilę, naszych piłkarzy żegnały brawa i okrzyki "byliście lepsi", a sędziów pełna porcja gwizdów i głośne "złodzieje, złodzieje!". Po meczu trener Smuda, powiedział że sędziego należałoby wywieźć do Wrocławia, gdzie trwał proces w aferze korupcyjnej. Jak się okazało, niedługo potem sędzia faktycznie za stare grzechy trafił za kratki, a tego meczu nikt z Poznania nie zapomni mu do końca życia. Mecz mimo, że bez szczęśliwego zakończenia, pokazał , że czego jak czego ale charakteru naszym piłkarzom odmówić nie można, jednak na pewno trzeba było jeszcze ich przyuczyć koncentracji od początku spotkania.














































