Po ligowej porażce z Zagłębiem przyszedł czas na rywalizację w półfinale Pucharu Polski z Płocką Wisłą. Biorąc pod uwagę czekające nas zmiany i niepewność jak to wszystko dalej się potoczy, zdobycie Pucharu wydawało się sprawą istotną dla świetnego zamknięcia jakiegoś etapu w funkcjonowaniu klubu w określonym kształcie. Pierwszy mecz zakończył się wynikiem 0-0 i przed rewanżem, to Kolejorz był faworytem. Pierwszym smutnym akcentem tego meczu było to, że na trybunach zjawiło się raptem ledwo 3000 widzów...Był to wynik naprawdę mizerny, ale panująca wtedy atmosfera wokół wszystkiego co działo się w klubie do tego właśnie doprowadziła.
Sam mecz rozpoczął sie od naszych ataków i praktycznie całą pierwszą połowę Lechici spędzili na połowie płocczan. Groźne akcje stworzyli Zakrzewski, Wilk i Bosacki strzelając w słupek po rzucie rożnym, ale do przerwy żadnych zmian w wyniku nie było. Przykry moment nastał dla nas w 57 minucie. Wisła wykonywała rzut rożny, z piłką minął się Kotorowski, i pechowo trafiła w Zakiego i wtoczyła się do naszej bramki. Zapanowała konsternacja bo nie tak to wszystko miało wyglądać. Bardzo szybko zareagował trener Michniewicz wprowadzając na boisko Szewczuka i Wachowicza. Kolejorz rzucił sie do ataku, jednak kompletnie nic z tego nie wynikało. Z jednej takiej akcji poszła kontra i całe szczęście Kotor wybronił sytuację sam na sam. Wisła umiejętnie dowiozła korzystny wynik do końca meczu i niestety z naszego punktu widzenia doszło do bardzo przykrej niespodzianki. Marzenia o powtórce z roku 2004 pozostały tylko marzeniami, a nam zostało grać do końca sezonu jak najlepiej w lidze i celem stało się prześcignięcie w tabeli Amici Wronki.
Z naszej strony zawisł trans popierający walkę Zawiszy z Hydrobudową (jak się okazało walkę bardzo szybko wygraną) i fana dla Waldka Piątka. Doping tego dnia raczej w ziemię nie wgniatał.
skany biletu i programu -







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz