Prawie rok po wygranym finale Pucharu Polski, ponownie w tych samych rozgrywkach, lecz teraz na etapie ćwierćfinału przyszło nam się zmierzyć z naszym odwiecznym rywalem, czyli Legią Warszawa. Mecz rozegrano o nietypowej porze, zarezerwowanej do tej pory dla elitarnych rozgrywek Ligi Mistrzów. W ten ciepły późny majowy wieczór na stadion wybrało się 20 000 kiboli.
Sam mecz pamiętam przebiegł raczej w dość sennej atmosferze, zakończył się wynikiem bezbramkowym co mając w perspektywie rewanż na Łazienkowskiej było wynikiem raczej mocno średnim.
Zdecydowanie ciekawiej było na trybunach, z naszej strony pojawiły się race, świece dymne, Legia pokazała się z machajkami. "Gorącego" przyjęcia doczekał sie także Paweł Kaczorowski, rok temu zapiewajło antylegijnych przyśpiewek w szatni i pod sektorem, a w tym meczu zagrał po drugiej stronie barykady, gdzie zresztą też łatwego życia nie miał, ale sam sobie był winien.
skany biletu i programu gdzie przeprowadzono wywiad z Kaczorowskim :
Tydzień później już z perspektywy telewizora oglądałem rewanż i do 90 minuty o dziwo byliśmy w półfinale. Jednak wtedy doszło do takiego oto zdarzenia :
Cały misterny wysiłek poszedł kolokwialnie mówiąc w pizdu, pożegnaliśmy się z pucharem w strasznie przykrych okolicznościach i pozostało już tylko spokojnie dokończyć sezon ligowy.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz