W związku z wywalczeniem Pucharu Polski po kilku latach przerwy Kolejorz powrócił do rozgrywek europejskich. Wszyscy w napięciu oczekiwali jakiego rywala przydzieli nam los...i trafili się Czeczeni z Groznego...wszsystkim Czeczenia kojarzyła się raczej z nieustającą wojną, a nie klubem piłkarskim i to jeszcze na poziomie europejskim. Docierały do nas informacje, że zaczyna się tam pompować wielkie pieniądze w piłkę nożną, ale nikt chyba na poważnie nie brał możliwości odpadnięcia z tym zespołem.
Pierwszy mecz rozegrano na wyjeździe, ale nie w Groznym, lecz w Moskwie i straciliśmy gola w samej końcówce meczu. Pozostawał jednak rewanż i wszyscy byli dobrej myśli, że uda się rozstrzygnąć rewanż na naszą korzyść. Zgodnie z wymogami UEFA na stadionie nie mogły być dostępne miejsca stojące, dlatego w naszym kotle rozwinięta została sektorówka w formie koszulki, a my skupiliśmy na sektorach 5-6. Pojawiła się też całkiem zgrabna ekipa kiboli z Groznego, po których do dziś pamiętam tylko trąbki, bęben i wykrzykiwanie "Terek Terek" i jakąś dziwną ciuchcię po zdobytej bramce, śmiesznie to wyglądało ale szacunek że przyjechali.
Mecz zakończył się totalną lipą, bo w 81 minucie straciliśmy gola po wcześniejszym biciu głową w mur i nasza przygoda z europejskimi pucharami skończyła się niestety bardzo szybko.
Przed meczem rozdawano jeszcze taki oto zin na temat Czeczeni :





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz