piątek, 30 marca 2012


1 kwietnia 2005 godz 20:00 Lech Poznań - Pogoń Szczecin (0-1)

Po swoim chorobowym odcierpieniu, w prima aprilis wróciłem na stadion na świetnie szczególnie z punktu kibicowskiego zapowiadający sie mecz z Pogonią Szczecin. Jak się okazało potem brałem udział zdecydowanie w najsmutniejszym meczu w swojej karierze...

Tego samego dnia, gdy miał odbyć się mecz docierały do kraju informacje o pogarszającym się stanie zdrowia papieża Jana Pawła II, jednak nikt nie przewidywał, nikt nie dopuszczał do siebie myśli, że może to się faktycznie skończyć źle. Mecz zaczął się zgodnie z planem, na początku zaprezentowaliśmy nawet w ramach żartu fanę "Żyleta jest zawsze z wami" do góry kołami, co chyba przez chwilę zaniepokoiło paprykarzy i pewnie kilka połączeń do Warszawy wtedy wykonano :). Szybko straciliśmy gola po błędzie Waldka Piątka i dobiegała 38 minuta meczu...po trybunach bardzo szybko rozniosła sie informacja, że właśnie w Watykanie zmarł Nasz papież.

Reakcja trybun była szybka i jednoznaczna, zaczęło sie skandowanie "przerwać mecz". Piłkarze, trenerzy i sędziowie chyba nie zrozumieli o co chodzi, i dopiero gdy jeden z nas wbiegł na murawę, powiadomił sędziego co się stało i mecz bardzo szybko został zakończony...Kibole Pogoni ułożyli z rac krzyż, piłkarze, trenerzy obydwu drużyn stanęli razem w kółko i modlili się za papieża, z naszej strony zaintonowano polski hymn. W niedowierzaniu w całą sytuację zaczęliśmy pomału zwijać się do domów. Panująca wtedy cisza i zaduma aż biła po uszach, pełno ludzi miało po prostu łzy w oczach... Do dziś na myśl o tym meczu przechodzą mi ciarki, bo cała ta sytuacja była strasznie poruszająca i dająca do myślenia. W drodze do domu okazało się, że to wszystko było plotką, ale niestety następnego dnia papież Jan Paweł II zmarł.


Filmik może i jest dlugi bo trwa 12 minut, ale naprawdę obejrzenie go powoduje, że wszystkie obrazy z tamtego dnia wracają jak żywe.


Po dniach żałoby i pogrzebie papieża, 27 kwietnia o godzinie 18:39 nastąpiło dokończenie meczu. Dużo osób spodziewało się, że w związku z całą sytuacją, będzie to wyjątkowo mecz bez bluzgów itp. Z tego co pamiętam to udało się chyba wytrzymać do przerwy, czyli w tym wypadku 6 minut meczu. Z naszej strony pojawiły się efektowne race, strobole, Pogoń z machajkami i racami, które wylądowały na murawie. w 81 minucie gola strzelił Damian Nawrocik i mecz w sumie zakończył się wynikiem 1-1.




Od 2005 roku szatę graficzną i nazwę zmienił program meczowy i do dziś istnieje pod nazwą "Heeeej Lech!"



środa, 28 marca 2012

29 sierpnia 2004 godz 18:15 Lech Poznań - Amica Wronki 0-4
17 września 2004 godz 20:00 Lech Poznań - Cracovia 0-2

Trzy dni po meczu z Terekiem, przyszło nam zagrać u siebie mecz derbowy z Amicą Wronki. Ten mecz to był jakiś totalny koszmar, zespół który kilka miesięcy wcześniej był zgranym kolektywem i zdobywał Puchar Polski teraz człapał po boisku bez ładu i składu. Sam wynik mówi wszystko, a już gol Kikuta  praktycznie z zerowego kąta dopełnił czary goryczy.
Z aspektów ultras pojawiły się race nad nową faną "W żyłach szlachetna krew, w sercu Poznański Lech"





Następny mecz u siebie i kolejna wtopa, przyjechała solidna wtedy Cracovia i rozjechała nas ze spokojem co widać na filmikach ze strzelanymi golami.




Lepiej było na trybunach, race, flagi, i Cracovia wymieszana z nami na całym stadione powodowało, że można było się nacieszyć niekoniecznie piłkarskimi popisami.




Niestety dla mnie nadszedł też epilog tego meczu, gdyż dzień później wyladowałem w szpitalu, gdzie spędziłem 2 tygodnie, później rehabilitacja i mecze trzeba było na jakiś czas odpuścić.





26 sierpnia 2004 godz. 20:00 Lech Poznań - Terek Grozny 0-1

W związku z wywalczeniem Pucharu Polski po kilku latach przerwy Kolejorz powrócił do rozgrywek europejskich. Wszyscy w napięciu oczekiwali jakiego rywala przydzieli nam los...i trafili się Czeczeni z Groznego...wszsystkim Czeczenia kojarzyła się raczej z nieustającą wojną, a nie klubem piłkarskim i to jeszcze na poziomie europejskim. Docierały do nas informacje, że zaczyna się tam pompować wielkie pieniądze w piłkę nożną, ale nikt chyba na poważnie nie brał możliwości odpadnięcia z tym zespołem.

Pierwszy mecz rozegrano na wyjeździe, ale nie w Groznym, lecz w Moskwie i straciliśmy gola w samej końcówce meczu. Pozostawał jednak rewanż i wszyscy byli dobrej myśli, że uda się rozstrzygnąć rewanż na naszą korzyść. Zgodnie z wymogami UEFA na stadionie nie mogły być dostępne miejsca stojące, dlatego w naszym kotle rozwinięta została sektorówka w formie koszulki, a my skupiliśmy na sektorach 5-6. Pojawiła się też całkiem zgrabna ekipa kiboli z Groznego, po których do dziś pamiętam tylko trąbki, bęben i wykrzykiwanie "Terek Terek" i jakąś dziwną ciuchcię po zdobytej bramce, śmiesznie to wyglądało ale szacunek że przyjechali. 



Mecz zakończył się totalną lipą, bo w 81 minucie straciliśmy gola po wcześniejszym biciu głową w mur i nasza przygoda z europejskimi pucharami skończyła się niestety bardzo szybko.



Przed meczem rozdawano jeszcze taki oto zin na temat Czeczeni :




wtorek, 27 marca 2012

11 czerwca 2004 godz 19:00 Lech Poznań - Wisła Kraków 2-2 k.4-1

Na koniec sezonu, już po zdobyciu Pucharu Polski przyszło nam zmierzyć się ze świeżo upieczonym Mistrzem Polski, czyli krakowską Wisłą. Ktoś w PZPN wpadł na pomysł, że może w takim razie od razu zrobić ten mecz zawodami o Superpuchar...no i o dziwo Wisła się zgodziła i na sam koniec zafundowano nam jeszcze jedne emocje w walce o trofeum.

Pamiętam, że dzień był mega upalny i na stadion wybrałem się ubrany dość lekko, jak zresztą większość, a tymczasem chyba jakoś ok 30 minuty rozpętała się taka ulewa na stadionie, że bite 30-40 minut napieprzało deszczem prosto w nas. Jak wiadomo, jeszcze wtedy nasz stadion nie był super hiper nowoczesny i o zadaszeniu całego stadionu mogliśmy wtedy tylko marzyć. Myli się jednak ten, kto twierdzi że słabo to wspominam, wręcz przeciwnie - to jaki power dało nam to wtedy do głośnego dopingu, to przeszło wszelkie pojęcia. Śmiało mogę stwierdzić, że ze wszystkich meczów na jakich byłem do ówczesnego spotkania takiego pierdolnięcia nie pamiętam :)

No dobra warunki swoje, ale tutaj ważny był mecz, który w regulaminowym czasie zakonczył się remisem po golach Bosego i Goliny i sędzia zarządził rzuty karne, które w cuglach wygraliśmy 4-1 po dwóch paradach Waldka Piątka i drugie trofeum na przestrzeni 3 tygodni trafiło w ręce Lecha Poznań!!
Pamiętam też, że to na tym meczu zadebiutowały na murawie nasze Kolejorz Girls, z akcentów ultras najlepiej wyszły wulkany na prostej, przed meczem Wisła chciała nam rozmontować płot, a swoje wysłuchał też nasz ulubieniec - Radzio Majdan :)



Na koniec oczywiście bilet i program, który jakims cudem przetrwał nawałnicę, i jest w mega słabym stanie, ale właśnie taka pamiątka wyjęta po latach przypomina o tym co się działo na meczu!



P.s. Tekst ten dedykuje Rybolowi, który właśnie tylko z opowiadań zna historię tego meczu :)




poniedziałek, 26 marca 2012

18 maja 2004 19:30 finał PP Lech Poznań - Legia Warszawa 2-0

No i nadszedł dzień wielkiego rewanżu za porażkę 1,5 miesiąca wcześniej. Tym razem jednak stawka meczu 3 razy większa, mianowicie finał Pucharu Polski. Szansa na pierwszy sukces od bardzo dawna. Dla mnie mały jubileusz czyli mecz numer 10 w karierze, no i działo się...Jeśli dobrze pamiętam to na stadionie byłem dobrze ponad 2 godziny przed meczem, aby w kotle zająć jak najlepsze miejsce, a dobrze godzinę przed meczem stadion już pękał w szwach i był maksymalnie wypchany jak tylko się dało :)

Sam mecz to wręcz przezajebista 1 połowa meczu, gdzie 2 bramki załadował PR9 :), druga połowa to raczej trzymanie wyniku i 2-0 zostało dowiezione do końca!!




Ciekawie, a wręcz specyficznie było wtedy na trybunach. Kilka dni przed meczem miłościwie nam panujący Grobelny, stwierdził że nie wpuści na stadion kibiców Legii, generalnie bo tak...Mimo całej nienawiści między nami, postanowiono się jednak dogadać i na stadion na przekór wszsytkim weszła ok 200 osobowa grupa Legionistów. W związku z tym w imię wyższych celów mecz odbył się bez bluzgów, a przed meczem na płycie boiska jeden z nas odczytał taki oto apel do trybun:


Zdjęcia z trybun:





Dowody obecności :) :




2 tygodnie później nastąpił rewanż, co prawda przegrany, ale tylko 0-1 i puchar trafił we właściwe ręce :) Osobiście na nim nie byłem, ale emocje nawet przed TV sięgały zenitu, całą drogę po upragniony puchar obserwowało wtedy WTK, i powstał zapis, który do dziś jest najlepszą pamiątką po tamtym sukcesie. Fragment z przerwy, który przeszedł do historii za sprawą jednego stwierdzenia :) :


Jest też i zdjęcie po meczu, gdzie Kaczor intonuje wiadomą piosenkę :), jaki on musiał mieć tupet, żeby potem iśc grać do Legii?...


A dzień po powrocie piłkarzy, nastąpiła kumulacja radości, czyli przejazd otwartego autobusu przez miasto, potem fiesta na Rynku, gdzie prym wiódł Maciej Scherfchen, który z balkonu ratusza rzucił prawie wszystko co miał na sobie :D, a potem klimatyczny przemarsz przez miasto z robioną co chwila falą :)




PUCHAR JEST NASZ, TEN PUCHAR DO LECHA NALEŻY!! NIE DAMY NIKOMU. NIE DAMY NIKOMU TEN PUCHAR DO LECHA NALEŻY!!


18 kwietnia 2004 godz 17:15 Lech Poznań - Widzew Łódź 1-1

Dwa tygodnie po meczu z Legią, przyszedł czas na kolejny klasyk, czyli mecz z Widzewem. Już przed meczem roiło sie od spekulacji, że mecz zakończy się remisem, bo ten wynik urządzał oba zespoły...No i cóż, wielkiego zdziwienia nie było, skonczyło się 1-1, na bramkę Zakiego, RTS bardzo szybko odpowiedział, i 2 połowa toczyła się już raczej w spokojnej, sennej atmosferze na boisku. Pamiętam, że kilka razy piłkarzyki usłyszeli co trybuny o tym myślą. Patrząc z perspektywy czasu, że to właśnie ten sezon był chyba najbardziej korupcjogenny w historii polskiej piłki, cięzko wierzyć, że ten mecz odbył sie w czysty sposób.

No ale dobra piłkarze piłkarzami, a na trybunach rywalizacja miedzy nami, a Widzewem, i jeśli mnie pamięć nie myli to wtedy doszło do jakiegoś porozumienia o nieagresji i nastąpiło kilka lat, gdzie mecze z Widzewm odbywały się w atmosferze przyjaznej, bez bluzgów itd. Patrząc na dzisiejszą sytuację między nami, nie wiem jak można było wtedy trzymać nerwy na wodzy i nie krzyknąć chociaż raz Widzew Widzew łódzki Widzew...resztę już każdy zna i nie będę tu szerzył nienawiści :)




Na tym meczu zadebiutowała także Ewelinka, która tak się roztańczyła, że nie zauważyła końca przerwy, potem dylała już do końca sezonu :)




Na koniec oczywiście bilet i program:



3 kwietnia 2004 godz: 18:30 Lech Poznań - Legia Warszawa 0-1

Wiosną 2004 roku do użytku została oddana 4 trybuna na Naszym stadionie, co powodowało, że na trybunach mogło zasiąść prawie 30 000 widzów. A, że akurat przyjechał wtedy do Poznania odwieczny rywal, czyli Legia, trybuny zapełniły się w całości. Z tego co pamiętam to graliśmy wtedy całkiem niezłą piłke, ale skarcił  nas Nędza Włodarczyk i mecz zakończył się porażką. 

Nie spodziewali sie chyba jednak wtedy, że słodki rewanż nadejdzie szybciej niż myśleli ;)

Zdecydowanie ciekawiej było wtedy z naszej strony na trybunach:



No i moje dowody obecności na meczu:





17 października 2003 godz 20:00 Lech Poznań  - Górnik Łęczna 5-1

Mój pierwszy i ostatni mecz w rundzie jesiennej tego sezonu. Powód mojego nie chodzenia wtedy był banalny...mianowicie lekki dołek w postępach w nauce, co wiązało się ze szlabanem na mecze :), a że wtedy żyłem tylko i wyłącznie z kieszonkowego to cięzko było ogarniać wyjścia. I był to jedyny mecz, na którym byłem na gigancie, bo w domu to, że na nim byłem wyszło dopiero kilkanaście dni później ;)

Na ten mecz bardzo chciałem iśc, bo wtedy ekipa z Łęcznej była beniaminkiem i przyjechała do Poznania w glorii lidera tabeli co było niemałym szokiem. Jednak tego dnia z liderem mieli mało wspólnego bo Kolejorz powiózł ich jak dzieci z okręgówki. Reissik zaliczył hattricka, a Ślusarz niespotykaną jak na siebie przepiękną bramę chyba z 40 metrów ;). Po meczu wystarczyło więc tylko zakrzyknąć:






Niestety na tą chwilę nie jestem w stanie odnaleźć żadnych zdjęć ani filmów z tego meczu